środa, 16 maja 2012

Wszystkiego naj, naj, naj...



- Dawidku, to co ty byś chciał synu jutro, w te swoje urodziny, cały dzień robić?
- Ja to bym chciał oglądać tylko telewizor, siedzieć i pierdzieć sobie w stołek!

Dlatego oprócz tych wszystkich pospolitych oczywistości, życzę wam kochani, żebyście już zawsze mieli taką możliwość.
Zawsze, kiedy tylko przyjdzie wam na to ochota!
Template: Double Album Templates III - Scrapping with Liz
Papers and elements: Make a Wish Kit - Megan Turnidge
Alpha: Daydream Believer Kit - The Golden Girls Designs
photos by mama&tata
pozdrawiam

niedziela, 13 maja 2012

Na zawsze w jednym kawałku

...czyli o odpowiedzi na zadręczające mnie pytanie...

To był autentyczny spontan. 
Taki jakich odczuwam ciągły niedosyt, a ostatnio to już zupełny brak.

- Jedziecie z nami?

Klara jeszcze na antybiotykach, urlop przydałoby się oszczędzać przed wakacjami, planowałam ogarnianie ogrodu i, Jezusie Nazareński, ile to będzie pakowania!
- Jak nam potwierdzą, że mają jeszcze wolne miejsca, a pediatra nie zgłosi sprzeciwów, to jedziemy!
Pieprzyć to!
Raz się żyje i zawsze to lepsze od kiszenia się przez cały ten cholernie długi łikend, z kompletnym stadem w jednej i tej samej zagrodzie.
A do tego fajni dorośli do towarzystwa i kupa dzieciarni do pomocy - nie mogłam się już doczekać majówkowego wypadu.

Takich wyjazdów nigdy się nie żałuje, choćby z poczucia kolejnego, doskonale wypełnionego, rodzicielskiego obowiązku, ale wróciłam zeń styrana, niczym koń po łesternie.
Moja trzoda jest kompletnie nie przystosowana do życia poza domem, a ja jestem kompletnie nie przystosowana do życia z tak oszalałą trzodą.
Co najmniej dwukrotnie miałam ochotę wyskoczyć na główkę z hotelowego balkonu.
Każdego wieczora zaklinałam się na wszystkie świętości, że następnego ranka, to już na pewno wyjeżdżamy, choć przy ostatniej takiej okazji znowu zmiękłam pod wpływem szlochu mego syna jedynego, który jako chlubny wyjątek, dostosował się właściwie bezbłędnie i przyklejając się do nieco starszego od siebie idola, dawał od siebie od czasu do czasu odpocząć.

Każdej nocy, kiedy to wszystko już wreszcie posnęło, miałam ochotę się upić do nieprzytomności i raz nawet całkiem niekiepsko wystartowałam, tylko kiedy tak po jabłkowym na setce żubrówki, zaczęło mnie kolebać na boki i pomyślałam o skuszeniu się na kolejny zajzajer, a potem o skutkach tej uległości kolejnego dnia koszmaru, od razu straciłam zapał do alkoholowej kontynuacji.

Po powrocie do domu, przeglądając zdjęcia, zastanowiły mnie dwie sprawy: dlaczego nikt na nich nie podzielał moich wrażeń (Z czego oni są wszędzie tacy zadowoleni?) i co bardziej nurtujące: jak to się stało, że zdołałam przeżyć ten cały cyrk i nie oszaleć, a do tego jeszcze jakoś w miarę szybko się zregenerować?

*

- O jakim zawodzie marzysz...? - czytam kolejne pytanko-wpisywankę w Pamiętniku Nastolatki jaki Natala otrzymała właśnie od swojej prababci.
Niektóre pytania i kategorie zwierzeń-do-uzupełnienia jakie proponuje owe wydawnictwo są zabójcze dla sześciolatki, ale uparła się jędza, więc czytam.
- A co to zawodzie?
- Zawód. Jaki chciałabyś mieć zawód jak dorośniesz, tzn. kim chciałabyś być jak już będziesz dorosła. - tłumaczę jak należy.
- Yyyyy... no nie wiem...
- Może chciałabyś być aktorką, albo piosenkarką... - jadę po oczywistościach.
- Eeee nie.. - krzywi się, trzymając palec w ustach.
- No a może panią doktor albo jakąś szefową..? - sunę po liście marzeń rodzica pospolitego.
- Nieee...
- A może...
- A ty kim jesteś mamusia?
- Hm. W sumie to nie wiem nawet jak to nazwać jednym słowem. Chyba sama nie wiem, kim ja tak w ogóle jestem... - filozoficznie dumam sobie na głos.
- O! A ja wiem! Czekaj, ja wiem. Tata mi mówił...
- No mów! - umieram z ciekawości w trakcie, kiedy ta nurkuje intensywnie w czeluścich swej pamięci.
...
- Optymistom!

I wtedy właśnie mnie olśniło.
 Templates: Mix and Match Double Templates 1, 2 - Scrapping with Liz
Paper and elements: Memories in the Making Kit - Sweet Shoppe Designs, Hello Sunshine - Memory Scraps Collab, Chin-Up Buttercup Kit - Jennifer Barrette Designs
Alpha: Everyday Metal - Krisi's Kreations
photos by mama&tata
pozdrawiam

środa, 25 kwietnia 2012

Podaj dalej

…czyli w poszukiwaniu swojego miejsca w szeregu...

Kiedy matce wielodzietnej przydarzy się nie wyjść pewnego dnia do pracy, ponieważ gwałtownie i niespodziewanie zostaje zmuszona do całodobowej opieki nad którąś ze swoich jednostek chorobowych, to zaczyna ją korcić cholernie, aby tym niecodziennym sam-na-sam, jeden-do-jeden, tylko-ty-i-ja (czy jak by tam tego inaczej nie nazwać), nacieszyć się do upadłego.

Opieka nad jednym potworem (czy dwoma – to już właściwie bez większego znaczenia), nawet najbardziej mędzącym z powodu swoich dolegliwości, potrafi być dla takiej - zwykle otoczonej tabunami nieletnich - prawdziwą przyjemnością.
Ma się wtedy wręcz nieposkromioną ochotę latać koło umęczonego stwora i nadrabiać te wszystkie braki w obcowaniu z nim, spowodowane nadliczbowością jego rodzeństwa na tzw. codzień

Oj i można sobie tym pomysłem, niezły bicz na siebie ukręcić.

*

Właśnie zaliczamy sztafetę. Pierwsza wystartowała Natalia, w strefie zmian dość szybko pojawiła się Tośka, która przeskakując ostatni płotek, płynnym ruchem przekazała pałeczkę Matyldzie.

W dołkach startowych pozostaje jeszcze w prawdzie dwóch zawodników, ale już na tym etapie moje odruchy obronne mnie nie zawodzą, wymuszając jednocześnie szybką analizę faktycznego stanu rzeczy.
Wnioski owych błyskawicznych przemyśleń nasuwają się same i są całkowicie jednoznaczne.

Chcąc nie wyrządzić sobie nadmiernej krzywdy, dla własnego dobra pozostaje mi jedynie powstrzymywać się od pierwotnych, kuszących zapędów i:
- wszelkie atrakcje tych dni ograniczać do niezbędnego minimum,
- zamieniać przyjemne w pożyteczne, czyli zamiast całkowicie skupiać się na chorobowej jednostce, bezustannie wyszukiwać sobie nigdy nie ukończone przydomowe czynności do wykonania,
- jeśli mieć jakiś bliski kontakt z kurującym się obiektem, to głównie werbalny i to najlepiej o charakterze lekko uprzykrzającym.

Tylko taka postawa ma szansę spowodować, że zawieje w domu niewyobrażalną nudą, a to ma prawo korzystnie wpłynąć na pojawienie się uczucia tęsknoty za przedszkolno-żłobkową społecznością i spotęgować pragnienie szybkiego powrotu do zdrowia.

W przeciwnym wypadku zawsze, kiedy tylko stado zwęszy brak jednego ze swoich, podczas toalety porannej dnia roboczego i połączy ten fakt z rozczochraniem matki o zwolnionych ruchach i (wciąż) w piżamie w paski, słychać będzie tylko: „mama coś jest nie tak, źle siem czujem”, albo „mam temperaturę i kaslem”, lub też „boli mnie głowa i swędzi mnie tutaj”, czy „ale jestem chooola, mama boli mnie brzuszek”.

Gromadnie udawany kaszel, słanianie się na wpół ugiętych nogach i pokładanie po podłodze, potrafią wtedy całkowicie rozchybotać nadszarpnięte nerwy i wytępić zmysły uruchamiające matczyną czujność i kobiecą intuicję. Po niespełna trzech minutach nie wie się już kompletnie nic.
Tylko zachowanie zimnej krwi – której u mnie jak na lekarstwo przecież - pozwala uniknąć wszechobecnej paranoi wywołanej fałszywą epidemią.

Termometr staje się najlepszym przyjacielem człowieka. Z tego co jak dotąd udało mi się ustalić, należy oddać się mu wtedy bez reszty. To właściwie on powinien decydować teraz, kto idzie na prawo, a kto na lewo.

Zrzucenie całej czarnej roboty na ten mały, bezduszny, elektroniczny przedmiot wiąże się niestety z ryzykiem wypuszczenia z domu ukrytej jednostki chorobowej, tzn. takiej, u której podwyższonej temperatury o poranku nie stwierdzono, ale to tylko kwestia czasu, kiedy rozdzwonią się telefony alarmowe personelu państwowych placówek opieki nad moimi dziećmi.

No cóż, coś za coś.
Jak dotąd nie udało mi się jeszcze opracować żadnego przyzwoitego wykrywacza wymysłów, więc chwalę sobie to co mam i pozostaje mi tylko mieć przy sobie zawsze włączoną komórkę i domowymi sposobami pozbywać się cichaczem kilku garści kokonów uturlanych z wyrzutów sumienia.


- Mamo, gdzie som dziewcyny?
- W żłobku.
- Aaaa… gdzie są bliźniaki?
- No gdzie są bliźniaki?
- No, mama, powiec gdzie som..
- W przedszkolu, bliźniaki są w przedszkolu, wiesz przecież...
- A tata? Gdzie jest tata, mama?
- Matylda, no jak to nie wiesz gdzie jest tata?
- W pracy?
- Mamo.. a ja to gdzie jestem?
- Ty?
- No ja... gdzie ja jestem?
- Nie mam pojęcia, Matylda. A gdzie ty właściwie jesteś?
- No a ja.. a ja to się właśnie zagubiłam, hehe..

Gorączka i katar są, pediatra też już zdążył kolejne choróbsko potwierdzić, więc przynajmniej mam pewność, że nie w porannych wymysłach... się zagubiła biedaczka.

PS: Po Klarę kazali dziś przyjechać do żłobka tuż przed 14.00, od jutra kolejny etap sztafety, trzymajta kciuki!
Template: Double Albu Templates III - Scrapping with Liz
Papers, elements and alpha: Happy Artist Kit - Sugary Fancy Designs
photos by mama
pozdrawiam


*


piątek, 13 kwietnia 2012

Pierwsi kontra piersi

...czyli męższyźni są z Marsa.. i nic tego nie zmieni...

- Mama! Pa, jakie mam cycki!
Brrr…
Nie cierpię słowa „cycki”, mam jakąś absurdalną awersję do tego określenia i wzdryga mnie na sam jego dźwięk.

Postanawiam więc wykorzystać swoją niechęć i łącząc w parę przyjemne z pożytecznym, przystępuję do monologu edukacyjnego:
- Synu mój, nie mów cycki, bardzo cię proszę, bo to nie ładnie brzmi w ustach małolata. Możesz powiedzieć piersi [tego też nie lubię, ale przynajmniej mnie nie wzdryga, a poza tym, nie mam zbyt wielkiego wyboru]. Żaden porządny facet nie odważyłby się używać cycków przy dziewczynach, a ty masz nas aż pięć, to choćby z tego względu ci nie wypada, ok?

- No, ok. No to paa, mama! Fajne mam piersi?!

- Synu, ale to nie są piersi, to są przecież mięśnie. Faceci na ogół nie mają piersi w tym miejscu, a jeśli coś im tak odstaje, to powinny to być mięśnie.

- Takie wielkie?

- Widocznie Spajdermen oprócz tego, że był odważny to jeszcze musiał być silny i wysportowany, dlatego mu takie urosły.

- Faaajneee… Też będę taki silny, bardzo, kiedyś… - rozmarzył się.

*

- Cześć, kim jesteś?
- Ja? Spajdermenem!
- Ooo! Ja też jestem Spajdermenem, hehe!

To nie było nie do przewidzenia. W przedszkolnej szatni zaroiło się właśnie od Spajdermenów i Księżniczek.

- Mój strój jest najlepszy, patrz jakie mam fajne piersi!
Klon mojego Spajdermena przyspiesza nagle i zaczyna nerwowo wciągać na swoją prawą kończynę dolną, wąską, granatową rajstopę.
- Nieee! To ja będę pierwszy!
- Nie, bo ja! Mamo daj mi głowę, szybko!

Kiedy spontanicznie wzniecona rywalizacja z serii "kto pierwszy, ten lepszy" dobiega końca, rozpoczyna się drobiazgowe analizowanie szczegółów ubioru przeciwnika. Zupełnie oczekiwanie dochodzi również do pomiętoszenia dwóch odstających gąbek na torsie mojego Spajdermena.

- Dawid, fajne masz cycki, wiesz? – w tonie głosu klona słychać pełen szacun, a w oczach Dawida bezdenne szczęście z powodu taaakich wyrazów uznania.

Niepotrzebnie się produkowałam.
Template: Template 234 - Simply Yin
Papers and elements: Resolutions - Modern June Designs, Simple Journal BoxKim Cameron Designs, Growth Spurt Kit - Jenn Barrette Designs
photoson the right by mama
pozdrawiam

wtorek, 3 kwietnia 2012

Ma talent

...czyli wreszcie jestem, jeszcze żyję...

Nie potrafię sobie przypomnieć, czy ja Wam już kiedyś wspominałam, że Ten-Tam powierzył mi licencję na wychowywanie szarańczy wyjątkowo i wszechstronnie utalentowanej.
Trudno się w sumie dziwić rzeczy tak bezdyskusyjnej, więc nie wykluczone, że uznając wspominanie na ten temat za niekonieczne, umknęła mi ta oczywistość jakoś w notatkach.
Talenta się przecież najczęściej po rodzicach dziedziczy (czyt.: po matce szczególnie), stąd nie ma co się dłużej rozwodzić na ten temat.

Jako, że wyprowadzanie dzieci na ludzi (zwane popularnie wychowywaniem) bezdusznie wymusza na ich biednych rodzicach m.in. rozwijanie talentów wszelakich, a już na pewno tych, które się pośród własnego potomstwa dało namierzyć - przez ostatnie półtora miesiąca, w trakcie którego zaliczyłam swoją najdłuższą tutaj nieobecność, szlifowałam pokornie pewien dorodny już i jakże drogocenny diament.

Wnoszę, że po przejrzeniu materiału filmowego, moje ostatnio uczynione zaniedbania zostaną mi błyskawicznie zapomniane.

Music: Iron - Woodkid; You Can Dance Theme Song

A tak przy okazji....

Pamiętacie to ogłoszenie?
Pełne dziewięć miesięcy i przyszły wreszcie na świat...
Zaciekawionych zapraszam do galerii mojego nowego, błękitnego grajdołka.
Mamom Ani i Łukasza, Julki i Nataniela jeszcze raz serdecznie dziękuję za udostępnienie mi zawartości swoich szuflad z pamiątkami.

pozdrawiam





PS. Pamiętam, że jeszcze zalegam Wam z pandami pląsającymi w rytm hiciorów tego-noworocznego, przedszkolnego balu...
Wszystko w biegu robię ostatnio, a jeszcze mnie czeka wyprzedaż ośmiu wywrotek za małych łachów po szanownych opętańcach - jak nic z kwartał mi się kolejny zejdzie - ale (jak Tego-Tam Jedynego!) ponadganiam znowu, ponadganiam.. 

wtorek, 14 lutego 2012

Nadganiam...

...czyli niniejszym styczeń ogłaszam za odfajkowany...

Podejrzewam, że projektant placu zabaw, na który Osobisty samodzielnie zwykł wywozić stado od czasu do czasu, w celu przewietrzenia i wypalenia naddatków niemile widzianej w domu, a niebezpiecznie zalegającej energii, był tak jak my rodzicem wielkodzietnym.

Któż inny mógłby tak kompleksowo i precyzyjnie przemyśleć funkcjonalność tego miejsca?
Dokładnie wiedział, jak się ułatwia styrane życie rodzica rozszalałej dziczy.
Genialne, nieprawdaż? 
Elements: Filmszalag - Krisssz
photos by Natala & tata


Rano, wieczór, we dnie, w nocy...
Podobno cały czas i bez ustanku, tam i z powrotem, tam i z powrotem.
Góra - dół, góra - dół, bez topniejącej kropli potu na skroni, ze zmrożonymi smarkami w nosie i do upadłego!
Starsze dziki na nartach...

To, że młode dały radę, to się jeszcze jakoś da wytłumaczyć, ale że się dziadkom chciało...?
Chylę czoła i jak co roku - wyrazy dozgonnej wdzięczności podsyłam.
Template: Template 79 - Mandagirl
Papers and elements: "Freeze Factor" Kit - Kaye Winiecki Designs
Alpha: Autumn Potpourri Alpha - Chelle's Creations
photos by babcia, dziadek & Natala

pozdrawiam

środa, 8 lutego 2012

Zeszło się nam odrobinkę

...czyli - a czemuż to, czemuż...

Remącik mieliśmy.
Adaptacyjny taki...
Wiecie jak to jest, narobiliśmy sobie dzieci, to teraz każdy metr kwadratowy naszego lokalu mieszkalnego jest na wagę złota - więc należy nimi bardzo umiejętnie gospodarować, bacznie obserwując czy się niechcący do sąsiada przypadkiem nie przebiło.

W poziomie wycisnęliśmy już z naszej chałupy właściwie wszystko co się tylko dało, bez wpływu na w miarę bezpieczną dystrybucję i komunikację, i bez konieczności ocierania się o siebie półdupkami na każdym kroku, toteż tym razem walczyliśmy w pionie. 
Poszliśmy w głąb czeluści pawie bezdennych - zanurkowaliśmy w piwnicy.

Ok.
Rzeczony remącik wcale nie był przeznaczony potrzebom naszych dzieci...
To była raczej typowa akcja dla dorosłych.
A tak konkretniej, to dla mamusi właściwie...
Mamusia dochrapała się niniejszym piętnastu metrów kwadratowych własnego kawałka podłogi!
Podłogi, a nawet kilku ścian i blatu roboczego i krzesła na kółkach i jeszcze paru innych fajnych babskich gadżetów, a za chwilę również drzwi wielgachnych z niemniejszym szyldem: free of monsters czy tam monsters free - (nie wiem co bardziej dosadne i gramatycznie poprawne), żyć - nie umierać...

Jestem taka szczęśliwa, że chciałam sobie nawet skrapa z fotek mojego królestwa zmontować, ale ostatecznie, resztkami zdrowego rozsądku podtopionymi w dzikiej euforii opamiętałam się w porę i tylko sobie tak schodzę kilka razy dziennie popatrzeć na to cudo - bo na nasiadówkę w MOJEJ WŁASNEJ suterenie jak dotąd czasu nie wyskrobałam.

Ale ja tu o sobie i SWOICH WŁASNYCH zakątkach, a to blog o młodocianych przecież, więc powracam na właściwego tora i niniejszym prezentuję styczniowe wydarzenia, które powinny znaleźć swoje zaszczytne miejsce w tegorocznej kronice rodzinnej.

Muszę trochę styczeń nadgonić, więc od razu dwa zarzucam, za dni kilka powtórzę podobną nadrabiankę jeśli pozwolicie, bo tragicznie z rytmu wypadłam, a nie jestem w stanie obiecać, że mi się to w niedługim czasie nie powtórzy...

*

Tylko nieliczni kamikadze decydują się zapraszać naszą rodzinę na uroczystości urodzinowe swoich pociech.

Wyrażamy pełne zrozumienie, nie chowamy urazy i pokornie ten stan rzeczy akceptujemy, co jeszcze wyraźniej podkreśla fakt, że wzbudzają w nas niekłamany podziw, niepojętą radość i nadludzką wdzięczność Ci, którzy się jednak na owe karkołomne zaproszenia jednak decydują.

Bóg zapłać raz jeszcze, i raz jeszcze: Sto lat, Michasiu!
Template:  Template Two Fold - Little Green Frog Designs
Papers and elements: Boho Chic - Janyelle Mayara
Additional papers and elements: TrickyErica Zane, 1950's Kitchen WallpaperCreative.Chaos, Interior ChicBrine Design, Designer SamplerDigilicious Designs
Alpha: Hazy Silver - geniaBeana Scraps
photos by mama

*

- No to za kogo chciałybyście być przebrane dziewczynki? - zapytałam tak tylko dla przyzwoitości, bo ciocia Ania już ze dwa tygodnie wcześniej zaopatrzyła nas niespodziewanie w różowe, anielskie piękności, których grzech byłoby nie wykorzystać w tegorocznym karnawale.

- Ja cem być lulićkiem - rzekła Tośka.
- A ja kotkiem - tu Matylda, właściwie bez zastanowienia.
- A ja bendem wilkiem! Wrrraaa..! - Klara spontanicznie dorzuciła odpowiednią onomatopeję, w celu rozwiania wszelkich, ewentualnych wątpliwości.
- No dobrze dziewczęta, jak już tak poszłyście sobie w te zwierzątka, to powiedzcie mi chociaż, czy one mogłyby być ubrane w różowe spódniczki, he?
- [coś na kształt konsternacji, wywołującej chwilę bardzo poważnej zadumy]
- Fajnie będzie, mówię wam. Będziecie króliczkiem, kotkiem i wilkiem w różowych kieckach i ze skrzydełkami, super co!? - mój entuzjazm był autentycznie autentyczny...

- Noooo!!! - zajarzyły synchronicznie.

Za dwa dni mamy przebieranki starszeństwa.
W szafie wiszą już zakupione przez babcię (zresztą na wyraźną prośbę wnucząt) dwie wypatroszone pandy, na które koncepcja urodziła się w głowach bliźniąt już z miesiąc temu, podczas ich wspólnego wypadu na markety.

Wczoraj usłyszałam jednak, że Dawid raczej woli chyba być policjantem, a Natalia księżniczką (co nie jest zresztą dla mnie jakimś szczególnym zaskoczeniem), no cóż...
Tym razem będę musiała się chyba nieco bardziej pogimnastykować.
Papers and elements: Just Love Me - Sugar Girl Combo, Elegance - Jacabean Designs
Alpha: Glitter Gel Silver - Joey Lynn Designs
photos by mama
pozdrawiam